Dawid Kownacki został zmuszony do opuszczenia Werderu Brema. Czekała go ostatnia prosta, by przenieść się do Pogoni Szczecin, jednak oczekiwania finansowe Polaka okazały się zbyt duże. Napastnik ma teraz do wyboru: albo przesiedzieć sezon wygodnie na trybunach, albo liczyć, że jakiś klub da mu pensję, jakiej oczekuje.
Pieniądze czy regularna gra?
2 września 2026 roku Mateusz Borek poinformował, że Dawid Kownacki jest bardzo blisko transferu do Pogoni Szczecin. 7-krotny reprezentant Polski miał podpisać umowę na dwa lata z opcją przedłużenia o kolejny sezon. Rozmowy jednak upadły i najbardziej prawdopodobną przyczyną mogły być zbyt duże oczekiwania finansowe Polaka. Przeczy temu Piotr Koźmiński, który informował o tym, że Dawid Kownacki miał zejść ze swoich oczekiwań i stroną, która zawiodła jest klub ze Szczecina.
Dawid Kownacki a Pogoń Szczecin.
🗣️ @UEFAComPiotrK: Z Niemiec dotarły do mnie informacje, że z Werderem wszystko było ustalone, z Kownackim tak naprawdę też, który mocno zszedł z oczekiwaniami, ale ze strony Pogoni podobno w pewnym momencie nastała cisza.
Program Piłkarski ⤵️ pic.twitter.com/NH1boRyfUi
— Meczyki.pl (@Meczykipl) September 7, 2026
Dawid Kownacki stoi teraz przed jednym z największych dylematów w swoim życiu. Może zostać w Werderze Brema do zimowego okna transferowego, ale to oznaczałoby, że przesiedziałby pół sezonu na trybunach. Niemiecki klub nie widzi go w swojej przyszłości i bardzo chciałby odciążyć swoje finanse.
Temat Ekstraklasy nie jest dla Polaka zamknięty. Inne kluby również zaczęły zwracać na niego uwagę, ale największym problemem cały czas jest jego pensja. Miał się nim podobno też zainteresować klub z Arabii Saudyjskiej, który byłby w stanie zapłacić napastnikowi wymaganą kwotę. Okno transferowe zamknęło się tam 6 września, lecz możliwością jest rozwiązanie obecnego kontraktu z klubem z Bundesligi. To pozwoliłoby dołączyć tam Dawidowi jako wolny zawodnik.
Zacznijmy od początku…
Dawid Kownacki urodził się 14 marca 1997 roku w Gorzowie Wielkopolskim. Pierwsze kroki stawiał w Stilonie Gorzów, a następnie trafił do akademii Lecha Poznań. Już od dziecka miał w sobie „to coś”. Jako 14-latek w młodzieżowej reprezentacji Polski strzelił Niemcom hat-tricka. W barwach Kolejorza zadebiutował w 2013 roku przeciwko Wiśle Kraków, mając zaledwie 16 lat. Sam po meczu mówił o tym, że był przygotowany mentalnie i fizycznie. Powiedział, że w seniorskiej piłce nie ma czasu na zastanawianie się z piłką przy nodze.
Dawid w bardzo szybkim tempie dostał łatkę „nowego Lewandowskiego”. W lutym 2014 roku Lech pojechał na mecz z Pogonią Szczecin, który przegrał aż pięć do jednego. Jedynym pozytywem dla poznaniaków był właśnie ten jeden gol honorowy, który zdobył właśnie Dawid Kownacki. Tym samym młody Polak przez pewien czas był najmłodszym zdobywcą bramki w historii Ekstraklasy.
Mimo ogromnej konkurencji i wysokich oczekiwań w sezonie 2014/15 zaczął odgrywać coraz większą rolę w zespole Macieja Skorży. Lech Poznań walczył o mistrzostwo, a Dawid Kownacki pomagał regularnie pojawiając się na boisku. Cechowała go szybkość oraz dobre ustawianie się. Potrafił zaatakować wolną przestrzeń i przy tym miał naturalne wyczucie pola karnego. Z każdym golem zarząd i kibice zdawali sobie sprawę, że jego pobyt w Poznaniu nie potrwa długo.
Włoskie makarony
Latem 2017 roku Dawid Kownacki został oficjalnie ogłoszony jako piłkarz włoskiej Sampdorii. Był to znakomity ruch dla polskiego napastnika, ponieważ w zespole grali również Karol Linetty i Bartosz Bereszyński. Tak jak wielu zawodnikom w nowym klubie bardzo trudno jest się zaaklimatyzować, tak Dawid z pewnością nie miał z tym problemów. Dla 20-latka ruch ten mógł się okazać jednak trudny. Serie A należała wtedy do lig, które były szczególnie wymagające dla napastników.
Już w debiucie w Pucharze Włoch Dawid Kownacki strzelił gola. Kilka tygodni później kontynuował umieszczanie piłki w siatce. Dziennikarze znaleźli nowe porównanie. Teraz Polak był nazywany Patrikiem Schickiem. „Ja jestem Dawid Kownacki”. – w taki sposób odpowiedział na irytujące go ciągłe porównania do kogoś innego.
W pierwszym sezonie w nowych barwach nie był jeszcze podstawowym graczem. Za to jego małym królestwem był Puchar Włoch. W zaledwie 179 minutach gry, które otrzymał od trenera, zdobył 5 bramek. Trener Marco Giampaolo chwalił go za wysoką skuteczność.
Orzełek na piersi to zaszczyt
W tym samym okresie Dawid Kownacki był jedną z najważniejszych postaci reprezentacji Polski U-21. Jako kapitan zespołu i lider ofensywy w eliminacjach do młodzieżowych mistrzostw Europy potrafił strzelać seriami. Kwestią czasu było aż dostanie powołanie do seniorskiej kadry. W marcu 2018 roku tak się właśnie wydarzyło.
Dostał powołanie na mundial rozgrywany w Rosji, a 12 czerwca w meczu z Litwą strzelił pierwszego gola z orzełkiem na piersi. Drugi sezon we włoskiej Sampdorii nie był już tak udany. Mając za sobą mistrzostwa świata był coraz bardziej ambitny. Przestała mu odpowiadać rola rezerwowego. Nie był w stanie przekonać do siebie trenera, tym bardziej że w sezonie 2018/19 w 13 spotkaniach trafił do siatki tylko jeden raz. Zbierał bardzo dużo negatywnych opinii i zaczęto uważać, że zaczął stawiać swoje ego ponad drużynę.
Niemcy na ratunek
W styczniu 2019 roku Dawid Kownacki został wypożyczony do Fortuny Düsseldorf. Brak gwarancji regularnej gry we Włoszech spowodował szukanie nowego środowiska. Niemiecki klub potrzebował napastnika, a Polak potrzebował minut – współpraca idealna. Zdobył cztery bramki w Bundeslidze i stał się ważną częścią nowej ekipy. Fortuna była na tyle zadowolona, że zdecydowała się na wykorzystanie opcji wykupu.
Dawid Kownacki zapisał się wtedy w historii jako rekordowy transfer klubu. Nie oznaczało to nic dobrego. Zarówno zarząd, jak i kibice zaczęli mieć przez to ogromne oczekiwania. Polak stawał się coraz starszy i nie był już młodym talentem, którego łatwo rozwijać. W jednym z najważniejszych momentów jego kariery organizm zaczął odmawiać posłuszeństwa.
Sezon 2019/20 okazał się jedną wielką katastrofą. Kownacki nie tylko ponownie miał problemy z regularnym strzelaniem, ale też pojawiły się kontuzje. Poważny uraz kolana wykluczył go z gry na długi czas, a Fortuna Düsseldorf spadła z Bundesligi. Polak nie poddawał się i w rozgrywkach 2020/21 próbował wrócić do normalności. Po 504 dniach bez zdobytej bramki w końcu trafił do siatki. Ten gol pozwolił mu się odblokować.
Jak kocha to wróci…
2022 rok to powrót do korzeni. Dawid Kownacki wrócił do Lecha Poznań. Mając 24 lata i będąc już bardziej doświadczonym zawodnikiem miał dać drużynie coś więcej niż tylko liczby. Maciej Skorża znał go jeszcze z pierwszego pobytu w Poznaniu, a klub podkreślał, że Dawid może grać też szerzej. Nie tylko jako środkowy napastnik.
Lech traktował to wypożyczenie jako rozwiązanie korzystne dla obu stron. Zawodnik miał się odbudować, a trener otrzymać dodatkową opcję w linii ataku. Skończyło się zdobyciem mistrzostwa Polski, ale sam Kownacki nie zrobił wrażenia kogoś, kto wraca na najwyższy poziom. Po powrocie do Düsseldorfu wyglądał jak ktoś odmieniony. Najważniejszą postacią okazał się Daniel Thioune. Pod jego wodzą Dawid Kownacki odzyskał dawny blask.
W sezonie 2022/23 ponownie stał się liderem ofensywy. Polak znów był duszą zespołu. Nie chodziło już tylko o zdobywanie goli, ale o pracę w każdym aspekcie. Nie tylko cofał się po piłkę oraz tworzył przestrzenie kolegom, ale też pomagał w rozegraniu i kreował sytuacje innym. Skuteczność wykańczania akcji również wróciła. 14 goli i 9 asyst zwróciło uwagę Bundesligi.
Za słaby czy za dobry?
Werder Brema grająca na najwyższym szczeblu niemieckich rozgrywek ogłosiła transfer napastnika. Dawid Kownacki po fenomenalnym sezonie w drugiej Bundeslidze dostaje numer 9 w nowym zespole. Zarząd przekonał go wiarą w jego umiejętności oraz opowieścią o tradycji i kibicach klubu. Z kolei Dawid chciał udowodnić, że potrafi grać na najwyższym poziomie.
W całym sezonie 2023/24 nie zdobył ani jednego gola w lidze, mając na koncie 22 występy. Niedopuszczalne było to, że 26-letni doświadczony napastnik po wcześniejszym świetnym sezonie okaże się aż tak fatalny. Dawid Kownacki miał szczęście, że przyszedł do Werderu Brema za darmo, bo w innym wypadku jego problemy byłyby jeszcze większe.
Kariera Polaka to jedno wielkie zataczanie koła. Latem 2024 roku ponownie został wypożyczony i wrócił do Fortuny Düsseldorf. Po raz kolejny Dawid Kownacki dostał dowód, że pierwsza Bundesliga nie jest dla niego. Na niższym szczeblu znów wrócił do formy i zanotował 13 bramek i 2 asysty. Może po prostu nie można mu dawać zaufania oraz regularnej gry? Zawsze, gdy tak się stawało i miał coś do udowodnienia, wszystko szło na marne.
Pieniądze czy powrót do kraju?
Fortuna nie zdecydowała się na jego wykup po zakończeniu wypożyczenia. Werder Brema również nie chciał ryzykować. Chcąc trochę odciążyć finanse klubu, po raz kolejny wypożyczył Polaka. Dawid Kownacki trafił do Herthy Berlin, która grała w 2. Bundeslidze. Zdobył tam pięć bramek i dwie asysty. Nie był to wynik fatalny, ale też nie spektakularny.
Po powrocie do Werderu Brema, Dawid Kownacki usłyszał słynne „nie potrzebujemy cię w naszym składzie”. Niemiecki klub podpisał Niclasa Füllkruga jako swojego nowego napastnika, a oprócz niego na tę pozycję ma jeszcze dwie inne opcje. Polak stał się czwartym wyborem na tę pozycję. Kownacki musiał odejść. Klub oczekiwał za niego ponad milion euro, ale największym problemem była pensja, która zniechęcała większość drużyn.
29-letni Dawid według niemieckich mediów zarabia 7-cyfrową kwotę. Polak początkowo miał zostać w zespole mimo że większość sezonu przesiedziałby pewnie na trybunach. Powodem oczywiście była prawdopodobnie podana wcześniej kwota, którą zarabiał. Gdy wszyscy myśleli, że Kownacki wybierze pieniądze i wygodne życie, nagle pojawiło się zainteresowanie Pogoni Szczecin.
Mimo że negocjacje upadły – ruch ten spowodował małą zmianę mniemania o swojej sytuacji u tego napastnika. W ostatnich dniach kręci się wokół Dawida karuzela transferowa. Jeśli jednak nie zdąży przed zamknięciem okna, może wybrać rozwiązanie kontraktu i dołączenie jako wolny zawodnik do wybranego klubu.
redaktor jak zwykle w formie🔥